Przede wszystkim pragnę podziękować wytrwałym czytelnikom :) Dotrwaliśmy! Toast z wina dla nas! Chciałabym napisać do każdego z osobna i wyściskać za te wszystkie miłe (i niemiłe) słowa! Dziękuję Wam z całego serca za to, że byliście ze mną; czytaliście, komentowaliście, a później tyle czasu czekaliście na wznowienie. Dziękuję.


 


Jeśli najdzie Was kiedyś ochota, z przyjemnością odpowiem na każdego maila (poza tym gdyby coś znowu kwitło na blogu, będę miała jak Was poinformować, jeżeli zostawicie mi jakieś namiary typu mail/strona/gg):

iru.fonon@gmail.com


 


Teraz nieco z wątku autotematycznego, bo przecież każdy lubi sobie o sobie czasem pogadać (tudzież: popisać):


Na to opowiadanie poświęciłam dwa lata. Wiele się przez ten czas zmieniło, choć więcej, niźli bym sobie tego życzyła, nadal pozostaje takie samo. Nie chcę się usprawiedliwiać, bo zakończenie „Ja, Tobie” miałam wymyślone jeszcze zanim przystąpiłam do pierwszego rozdziału (miłość jest tyranem, wiesz?). Lubię wszystko przemyśleć, od początku do końca… Chyba nie wzięłam jednak pod uwagę jednej rzeczy; przelanie na papier swoich myśli wcale nie przynosi ukojenia.


Gdy koncentruję się nad procesem twórczym mam przed oczami ogromny napis: „FIZYKA KWANTOWA”. Może się to wydać straszne (i nieco zboczone), ale dostrzegam w aspekcie kreacji fabuły bardzo wiele wspólnego z falami prawdopodobieństwa, interferencjami, stanami dekoherentnymi… Słowem, chodzi o to, że gdy rozmyślałam z takim zamiłowaniem nad losami Sasuke i Sakury (które mnie szczerze poruszyły, wciągnęły, złapały i nie chcą puścić już od przeszło siedmiu lat), widziałam nieograniczony krajobraz możliwości tego, co może ich spotkać. Zapisując jednak kolejne rozdziały niszczyłam inne probabilistycznie możliwe stany; z jednej strony czułam w sobie ogromną moc kreacji, z drugiej – destrukcji. Ale tak chyba właśnie działa pisarstwo.


Pewnie przywiązuję się do tego wszystkiego zbyt przesadnie, lecz personalnie jestem z siebie strasznie dumna, gdyż nigdy dotychczas, mimo miliardów prób, nie udało mi się doprowadzić historii do faktycznego, odgórnie zaplanowanego, końca.


Z tego, co oszacowałam, obie części „Ja, Tobie” mają w sumie ok. 500 tys. znaków (ze spacjami). Jest to objętość porządnej książki. To już coś… Być może pomyślę nad redakcją całości i sprowadzeniem do formatu pdf (ładna okładka, te sprawy). Zawsze lubiłam babrać się w szczegółach :) Zobaczymy, jak to będzie.


Póki co muszę bez wątpienia odpocząć. Pisać nie przestanę, to nie wchodzi w rachubę (po prawdzie, staram się tworzyć przynajmniej stronę CZEGOKOLWIEK dziennie), ale mam już plan na siebie (taaa… - przy poprzednim „posłowiu” też go miałam). Mam plan i tym razem, wierzę, wszystko pójdzie po mojej myśli. Czas stworzyć własną historię (czy mówiłam już, że NIECIERPIĘ romansów?).


 


I niczego nie obiecuję. A na zakończenie powiem tylko tyle, że piekielnie mnie irytują te trzy kropki przy „O jeden raz za dużo” ;)



♥♥♥


Opowiadania:

► "Ja, Tobie" I
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Epilog
(Posłowie)